moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
II Rzeczpospolita była Polską z wizji Dmowskiego

Sądzę, że uzasadniona jest opinia, że nasi zachodni sprzymierzeńcy akceptowali bez większych zastrzeżeń wizję Polski etnograficznej, więc skupiającej ziemie dawnego Królestwa Kongresowego i zachodniej części dawnej Galicji. Natomiast o wszystko, co wykraczało poza ten obszar, politycy polscy musieli toczyć ciężkie boje i narażać się na rozmaite przykrości – mówi prof. Krzysztof Kawalec.

Panie Profesorze, mówiąc o Romanie Dmowskim i Józefie Piłsudskim, najczęściej podkreśla się, że ci adwersarze polityczni stali się „ojcami naszej niepodległości”, gdyż potrafili wznieść się ponad osobiste i polityczne animozje i zjednoczyć siły dla Polski. Czy to jednak nie zbyt idealistyczny obraz? Na przykład duński historyk Kay Lundgreen-Nielsen pisał, że umowy Dmowskiego z rządem francuskim na konferencji pokojowej w Paryżu były ciągle zwalczane i dezawuowane przez Piłsudskiego i jego wysłanników, że już wtedy rozpoczęła się między nimi bezpardonowa walka o władzę w odrodzonej Polsce.

To prawda, że Dmowski bywał dezawuowany przez Piłsudskiego i jego zwolenników, że ci ostatni starali się też docierać do polityków zachodnich, z którymi Dmowski miał trudności. Ale prawdą też jest, że obaj wielcy politycy mieli świadomość kosztów konfliktów w obrębie obozu polskiego i w wypadku obu istnieją ślady działań mających zmniejszyć animusz co bardziej bojowych członków swoich obozów. Charakterystyczna w tym kontekście wydaje się opinia Piłsudskiego, który w rozmowie z jednym ze swoich współpracowników stwierdził, że prawdopodobnym skutkiem wzajemnego szkodzenia sobie przez zwaśnione obozy na Zachodzie stanie się to, że jedni politycy będą zwalczać sprawę polską z uwagi na Dmowskiego, a drudzy – z uwagi na niego. W efekcie tego Polska nie będzie mogła liczyć już na nikogo. Dmowski miał na ten temat takie samo zdanie.

Dmowski cenił Marszałka przede wszystkim za to, że ten potrafił się, mówiąc kolokwialnie, „stawiać”. Przeciwstawił się nawet sprzymierzeńcom Polski, jeżeli uznawał to za konieczne dla dobra ojczyzny. Człowiekiem, który z Piłsudskim w 1919 r. często się stykał, jako przywódca endecji, był prof. Stanisław Grabski. Otrzymywał on od Dmowskiego z Paryża listy, w których Dmowski starał się studzić jego zapał do zadrażniania stosunków z Piłsudskim. W jakim stopniu to pomogło, to jest oczywiście inna sprawa.

Natomiast z książką Kaya Lundgreen-Niel- sena wiąże się pewien problem. Jest ona już dość wiekowa i chyba dobrze byłoby odnieść się do tematyki w nowej publikacji. Duński historyk jest ogólnie bardzo sceptyczny w ocenie skuteczności poczynań Dmowskiego i jego ekipy na Zachodzie. Wskazuje między innymi na to, że Dmowski miał potężnych przeciwników, którzy patrzyli na niego bardzo niechętnie z powodu jego cech osobowościowych, ale także dlatego, że bywał postrzegany jako polityk antysemicki. Jednocześnie Lundgreen-Nielsen jednak przyznaje, że plany Dmowskiego były odrzucane, bo uważano, że idą one za daleko. Zachód nie chciał tworzyć nad Wisłą państwa dużego o możliwościach i ambicjach lokalnego mocarstwa, a Dmowski tak właśnie rolę Polski widział.

Lundgreen-Nielsen przyznaje także i wynika to również z dokumentacji dostępnej w Polsce, że opinia Zachodu nie była jednolita. Część elit zachodnich – nie tylko francuskich, ale i brytyjskich – skłonna jednak była widzieć w Polsce ważny element stabilizacji tej części Europy. Tutaj naszym „sprzymierzeńcem” był jeśli nie sam bolszewizm, to obawy przed nim. Przynajmniej do czasu, kiedy się Brytyjczycy nie przestraszyli – co wynika z dokumentu z Fontainebleau z marca 1919 r. – że podyktowanie Niemcom nadmiernie surowych warunków pokoju może popchnąć je w kierunku bolszewizmu, z katastrofalnymi konsekwencjami w postaci wytworzenia się antyzachodniego, niemiecko-rosyjskiego bloku. W każdym razie to, co Dmowski mocno akcentował, co podjął w przemówieniu pod koniec stycznia 1919 r.: że nacjonalizm (nastroje narodowe) tworzy barierę mentalną zatrzymującą bolszewickie wpływy, zostało przyjęte przez jego słuchaczy z aprobatą.

Sądzę, że uzasadniona jest opinia biografa Romana Dmowskiego prof. Romana Wapińskiego, który oceniał, że nasi zachodni sprzymierzeńcy akceptowali bez większych zastrzeżeń wizję Polski etnograficznej, więc skupiającej ziemie dawnego Królestwa Kongresowego i zachodniej części dawnej Galicji. Natomiast o wszystko, co wykraczało poza ten obszar, politycy polscy musieli toczyć ciężkie boje i narażać się na rozmaite przykrości. Nie jest wykluczone – znowu odwołam się do Lundgreen-Nielsena – że gdyby na konferencji pokojowej zabrakło Dmowskiego, który miał tam wizerunek imperialisty, to Piłsudski, przeciwstawiany Dmowskiemu jako rzecznik postawy bardziej umiarkowanej (co nie było ścisłe, gdyż jego postulaty terytorialne szły dużo dalej niż Dmowskiego), znalazłby się na cenzurowanym jako polski szowinista i imperialista. Dmowski pełnił tutaj rolę piorunochronu ogniskującego negatywne emocje.

Dmowski, w odróżnieniu od Piłsudskiego, od początku stawiał na ententę i to na długo przed wybuchem Wielkiej Wojny. Jeszcze jako poseł do rosyjskiej Dumy spotykał się między innymi z nieoficjalnym przedstawicielem brytyjskiej dyplomacji w Rosji, prof. Bernardem Paresem. Liga Narodowa otworzyła też w pierwszych latach XX w. swe biura w Paryżu i Londynie. Dużo się mówi o stosunku Dmowskiego do Rosji i Niemiec, a jak postrzegał on Francję, Anglię i Stany Zjednoczone? Czy widział w tych państwach jedynych gwarantów naszej niepodległości?

Roman Dmowski rzeczywiście jeszcze przed I wojną światową myślał o działaniach na Zachodzie. Próbował, choć bez powodzenia, pozyskać do wspólnej akcji konserwatystów. Publicystycznym śladem tej aktywności jest jego książka Niemcy, Rosja i kwestia polska z 1908 r., przetłumaczona między innymi na francuski, czyli ówczesny język dyplomacji.

Kiedy wojna wybuchła, a jej przebieg okazał się dla Rosji niekorzystny, jesienią 1915 r. Dmowski wyjechał na Zachód. Co istotne, za cel podróży wybrał Wielką Brytanię, a nie Francję. Nie da się tego wytłumaczyć w inny sposób, niż dążeniem do rozluźnienia zależności sprawy polskiej od paraliżującego wpływu Rosji. Przypomnę, że 1915 r. to niekorzystny rok dla państw sprzymierzonych walczących z Niemcami, losy Francji były ściśle uzależnione od rezultatów walk na lądzie, a pośrednio także od powodzenia wojennego oraz lojalności jej wielkiego lądowego sojusznika. Innymi słowy: od tego, czy Rosja będzie w stanie efektywnie wiązać walczące z nią siły niemieckie, a także czy wytrwa. Z uwagi na wpływy ambasady rosyjskiej w Paryżu, dobrze obsadzonej (b. minister spraw zagranicznych Rosji Aleksandr Izwolski) i trzymającej rękę na pulsie, politycy francuscy czasów wojny nie bardzo nadawali się do tego, aby szczerze rozmawiać z nimi o kwestiach polskich. Natomiast Wielka Brytania przedstawiała się pod tym względem bardziej obiecująco.

Dmowski od początku pobytu w Wielkiej Brytanii czynił starania, żeby spotkać się z prominentnymi przedstawicielami władzy. Początkowo jego działania były prawie zupełnie jałowe, napotykał mur obaw i niechęci. Wiadomo to dzisiaj między innymi dzięki listom, które otrzymywał, będąc w Anglii – dostępnym od niedawna w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Brytyjscy politycy, z którymi chciał rozmawiać, wymawiali się pod różnymi pretekstami. W końcu któryś bardziej litościwy dygnitarz odpisał mu szczerze, że jego prośba o rozmowę nie powinna być kierowana doń bezpośrednio, ale przez ambasadę rosyjską w Londynie. Dmowski zmienił więc taktykę i zarzucił sieć szerzej, usiłując dotrzeć do brytyjskich sfer intelektualnych: elit artystycznych, publicystów, dziennikarzy, a spośród urzędników państwowych – do funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Zagranicznych (Foreign Office) średniego i niższego szczebla. W tym ostatnim wypadku starał się wcielić w rolę swego rodzaju nieformalnego eksperta – kogoś, kto z dobrej woli i życzliwości gotów jest pomóc ludziom biedzącym się nad mało sobie znanymi problemami dotyczącymi Europy Wschodniej. Oferował swą wiedzę i doświadczenie: niekiedy – mówiąc w uproszczeniu – polegało to na tym, że w przypadku kłopotów z opracowaniem sprawy lub sformułowaniem wniosków sugerował możliwość dostarczenia gotowych materiałów. Była to sprytna taktyka i do czasu chyba skuteczna – do momentu, kiedy koncepcji Dmowskiego nie zaczął zwalczać zatrudniony w aparacie Ministerstwa Spraw Zagranicznych emigrant z Galicji, Lewis Namier (Ludwik Bernstein vel Niemirowski). Był to człowiek wybitnie zdolny, znał też dobrze stosunki polskie, a dodatkowo miał oczywistą przewagę nad Dmowskim z powodu oficjalnego statusu brytyjskiego urzędnika. Podczas wojny umiejętnie i wytrwale zwalczał polskie dążenia polityczne.

Po wojnie jego niechęć do Polski osłabła. Z czasem stał się on wybitnym brytyjskim historykiem. Otrzymał nawet tytuł szlachecki. Natomiast wcześniej wyrządził sprawie polskiej wiele szkód. Jego specjalnością było zwalczanie polskich aspiracji terytorialnych, piętnowanych jako przejaw megalomanii, nacjonalizmu i imperializmu. Był towarzysko związany z londyńską tzw. kolonią aktywistyczną – politykami stawiającymi na Niemcy i Austrię, gdzie postać kluczowa to August Zaleski, późniejszy polski minister spraw zagranicznych. Jak w państwie walczącym z Niemcami osoba komunikująca się ze stronnikami Niemiec mogła być urzędnikiem ministerstwa spraw zagranicznych, trudno zrozumieć. Namier pod wpływem znajomości z Zaleskim nie zmienił swojego stosunku do sprawy polskiej, który podczas wojny i w pierwszych kluczowych latach niepodległości pozostawał wrogi.

Przebywając w Wielkiej Brytanii, Dmowski wyobrażał sobie, że to państwo będzie strategicznym partnerem przyszłej, odrodzonej Polski. Początkowo wielu jego brytyjskich przyjaciół i współpracowników, działając w najlepszej wierze, utwierdzało go w przekonaniu, że tak właśnie będzie. Jak wiadomo, stało się, inaczej. Błąd, jaki popełnił Dmowski w ocenie sytuacji, mógł wynikać z tego, że nie był on w stanie dotrzeć do wpływowych w Anglii środowisk liberalnych i do lewicy. Natomiast wspólny język odnajdywał z konserwatystami, a także – poza mainstreamem – z brytyjskimi katolikami. Za ciekawostkę uznać można to, że potrafił znaleźć zwolenników pośród angielskiej bohemy artystycznej. I tutaj muszę wspomnieć o postaci niezwykle dla sprawy polskiej zasłużonej, Laurence Almie-Tademie, poetce i pisarce, która wywodziła się z rodziny słynnego brytyjskiego malarza holenderskiego pochodzenia. Jej zapał i oddanie Polsce – kraju dla niej przecież obcego – były czymś niezwykłym. O przyszłych związkach Polski z Anglią pisała wiersze – jeden z nich, naprawdę poruszający, umieściła w liście do Dmowskiego. Rówieśniczka Dmowskiego, widziała w nim romantycznego bohatera walczącego o wolność ojczyzny. Najciekawsze w całej historii jest to, że, sądząc z jej listów do Dmowskiego, była ona wtajemniczona w szczegóły wielu jego planów politycznych, nie wyłączając poufnych z natury kwestii personalnych. Alma-Tadema znała na przykład ludzi z Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie, wiedziała, komu można zaufać, a ściślej mówiąc: komu może zaufać Dmowski, informując go o sytuacji w niewielkim, ale bardzo podzielonym zespole ludzkim. O jej postawie świadczy to, że informowała Dmowskiego także o personaliach brytyjskich. Wskazywała, podając nazwiska i funkcje, z którymi urzędnikami z brytyjskiego MSZ warto rozmawiać, a z którymi nie, bo są nieżyczliwi lub pozbawieni wpływów. W jednym z listów do Dmowskiego Alma-Tadema zawarła informację dotyczącą wysokiego urzędnika we francuskim MSZ (postaci znaczącej, późniejszego ministra spraw zagranicznych); ostrzegała przed skutkami możliwej niedyskrecji z jego strony, pisząc, że każdy dokument złożony na ręce tego pracownika ministerstwa nieuchronnie i bez zwłoki wyląduje na biurku rosyjskiego ambasadora w Paryżu, Aleksandra Izwolskiego. Oznaczało to, że albo wiedziała, albo domyślała się, że podejmowane na Zachodzie przez Dmowskiego działania kierują się nie tylko przeciw Niemcom.

Dmowski postrzegał wtedy Wielką Brytanię jako partnera strategicznego Polski. Świadczą o tym również jego memoriały dotyczące granic Polski. Zarówno ten złożony wiosną 1917 r., dotyczący granicy zachodniej i wschodniej Rzeczypospolitej, jak i późniejszy, obszerny memoriał dotyczący całej Europy Środkowo-Wschodniej z lipca 1917 r., przedłożony został wyłącznie rządowi brytyjskiemu. Niestety, Dmowski rozczarował się tutaj zupełnie, ponieważ Brytyjczycy nie zainteresowali się perspektywą zyskania alianta nad Wisłą. Skutkowało to późniejszą niechęcią Dmowskiego do Wielkiej Brytanii. Przepowiadając imperium brytyjskiemu szybki upadek, przeniósł on polityczną niechęć na grunt prywatny, zrywając kontakty z brytyjskimi przyjaciółmi i współpracownikami. Było to wobec nich bardzo krzywdzące, gdyż ludzie ci angażowali się w sprawę polską bezinteresownie, okazując wiele ofiarności i dobrej woli.

Wśród innych postaci warto tu wspomnieć o Leslie Ann Paley, niezamężnej starszej pani z koneksjami w kręgach arystokratycznych, z którą Dmowski poznał się jeszcze w czasie swej pierwszej wizyty w Wielkiej Brytanii na przełomie wieków. Podczas wojny odnowiła ona znajomość, przychodząc na wykład Dmowskiego na uniwersytecie londyńskim w marcu 1916 r. oraz pisząc doń kilka długich listów. Korespondencja ta jest o tyle ciekawa, że dokumentuje dystans Paley wobec ustroju demokracji liberalnej i różnych instytucji brytyjskiego państwa – w tym modelu szkolnictwa oraz armii zawodowej, którą Brytyjka obarczała odpowiedzialnością za potworne straty w ludziach. Nie wiemy, co Dmowski odpisał i czy w ogóle odpisywał. Znamienne jest przecież, że wiele z myśli Paley znalazło się w późniejszej publicystyce Dmowskiego z lat trzydziestych. Krytykował on wówczas demokrację liberalną typu zachodniego, w tym model brytyjski, który przed wybuchem wojny podziwiał, uważając za optymalny dla krajów zachodniej cywilizacji, do których zaliczał także Polskę.

Dmowski Stanów Zjednoczonych właściwie nie znał. Był tam krótko – kilka tygodni pod koniec Wielkiej Wojny. Czas miał wypełniony rozmowami z rozmaitymi „VIP-ami”, nie wyłączając reprezentantów społeczności żydowskiej w USA. Wbrew legendzie, wbrew temu, co sam Dmowski potem o sobie pisał, nie miał on żadnych oporów przed pertraktacjami z Żydami. Starając się uzyskać ich poparcie dla polskiego programu terytorialnego, przedstawił zaznaczające się konflikty jako wynik biedy, spowodowanej obcym panowaniem. I przekonywał, że jak Polska odzyska suwerenność i otrzyma takie granice, jakich potrzebuje do swobodnego życia państwowego i do rozwoju, to bieda szybko zniknie, a wraz z nią znikną też przyczyny konfliktów między Polakami a Żydami. Deklarował, że w przypadku poparcia przez społeczność żydowską polskiego programu terytorialnego gotów jest po powrocie do kraju stanąć na czele akcji, która wszelkie przejawy antysemityzmu skutecznie z Polski wyruguje. Argumentacja ta nie znalazła odzewu, chociaż trzeba dodać, że rozmowy nie zostały zerwane: zapowiadany dalszy ich ciąg nie doszedł do skutku w związku z podpisaniem zawieszenia broni 11 listopada 1918 r. i koniecznością pośpiesznego powrotu Dmowskiego do Europy. Miłośnicy tzw. historii alternatywnej mogą w tym miejscu spekulować, jak potoczyłyby się dzieje, gdyby I wojna światowa trwała choćby tydzień dłużej.


Krzysztof Kawalec – historyk, zatrudniony w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku profesora zwyczajnego oraz kierownika Zakładu Historii Polski i Powszechnej XIX i XX w., a także w Instytucie Pamięci Narodowej. Autor prac o Narodowej Demokracji, dziejach polskiej myśli politycznej i kilku biografii Romana Dmowskiego.

Rozmawiał Piotr Korczyński

autor zdjęć: Domena publiczna

dodaj komentarz

komentarze


Pięcioro żołnierzy medalistami II Europejskich Igrzysk
 
Zmiana ustawy o weteranach trafiła do Sejmu
Judocy z Czarnej Dywizji najlepsi w armii
Tak umierał Wołyń
Wkręceni w skoki
NATO silniejsze z rezerwistami
Od konfliktu do zgody
Będzie modernizacja T-72
W Polsce będzie więcej żołnierzy z USA
Polska historia w Norwegii
„Dragon’19” od kuchni
Weterani zapraszają kolegów z USA i Mołdawii
Kolejna szabla AFN zdobyta
Rywalizacja na zamkniętym morzu
Zdobądź stopień naukowy doktora na WAT
Gotowi na F-35?
Bomby dla Jastrzębi produkowane w Polsce
Dni Huty Pieniackiej były policzone
Brytyjska „pamiątka”
F-35 wylądowały w Powidzu
ORP „Mewa” – historia bliska końca
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Desant na czeskich spadochronach
Terytorialsi – ćwiczą i pomagają
The Chariots of Jihad
Nowe nakolanniki
Igrzyska dla Polonusów
W NATO o zwiększeniu obecności militarnej USA w Polsce
Nowi szturmani w JW Agat
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Posłowie o kondycji polskiego przemysłu obronnego
Sojusze na fali
Stawiamy na rozwój
Działalność firm na rzecz obronności
Obrady Rady Unii Europejskiej
Rivalry on Closed Sea
Morska Bryza w pobliżu Krymu
Prezydent przedłużył misję „Sophia”
Obława pełna białych plam
Żołnierze WOT wesprą harcerzy
Misja specjalna „Projektu Wojownik”
Polscy żołnierze otworzą w Libanie nowy rozdział
Formowanie 19 Brygady
Polskie szpadzistki mistrzyniami Europy
You Don’t Get to Choose Your Tasks Here
Rozdarty subkontynent
Desant z transportowca-giganta
Ankona – samodzielna polska operacja
Bitwa o Lwów
Kolejne drony dla WOT-u
Terytorialsi pamiętają o bohaterach!
„Operacja Wuhan” na ostatniej prostej
Kierunek: Afganistan
„Pułaski” wrócił do kraju
Kapral Lewandowski na podium w Londynie
Rozpoczynamy nową erę

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO